Marek i Aleksander na biegu, Nowa Zelandia, luty 2024. · Live Beyond

Seria artykułów Live Beyond · 01

Najważniejszej rzeczy, jakiej nauczyłem się na wyprawie, nie nauczyłem się od naukowców

Rok w drodze z synem i ponad setką naukowców zajmujących się długowiecznością. Najważniejsza rzecz, jakiej się nauczyłem, przyszła od nastolatka na fotelu pasażera — i od Srikumara Rao, który powiedział mi, że nigdy nie myślał o długowieczności, dopóki nie przyszedł mój e-mail.

Marek i Aleksander na biegu, Nowa Zelandia, luty 2024. · Live Beyond

W czerwcu 2024 roku pojechaliśmy z synem na Long Island, do domu nauczyciela, który kiedyś zmienił mi życie jednym zdaniem.

Nazywa się Srikumar Rao. W 1994 roku zbudował kurs o nazwie Creativity and Personal Mastery — najpierw na Long Island University, potem na Columbii, potem w London Business School — i stał się on tym rzadkim przedmiotem w szkole biznesu, który pyta ludzi, czego właściwie chcą od życia. Kiedy napisałem do niego z prośbą o wywiad, odpowiedział ciepło i z ostrzeżeniem: „Nie jestem człowiekiem od długowieczności.”

Powiedziałem mu, że jest. Uczy ludzi, jak trzymać umysł, serce i ciało jako jedno. Jeśli to nie jest długowieczność, to nie wiem, co nią jest.

On i jego żona przywitali nas w drzwiach jak dziadkowie. Ustawiliśmy dwie kamery w salonie i siedzieliśmy tam godzinami. A gdzieś w środku tego wszystkiego zapytał mnie, czego właściwie do tej pory się nauczyłem — nie co powiedzieli mi naukowcy. Czego nauczyłem się ja.

Usłyszałem, jak zaczynam mówić o swoim synu.

Srikumar Rao u siebie w domu, Long Island, czerwiec 2024. Zgodził się na wywiad z ostrzeżeniem: „Nie jestem człowiekiem od długowieczności”.
Srikumar Rao u siebie w domu, Long Island, czerwiec 2024. Zgodził się na wywiad z ostrzeżeniem: „Nie jestem człowiekiem od długowieczności”. · Live Beyond

Odporność. Ale nie ta, po którą pojechałem.

Kocham naukę o długowieczności. Wierzę w nią i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby rosła.

Ale kiedy ludzie pytają mnie, jaka była najważniejsza rzecz, której nauczyłem się na wyprawie, zawsze odpowiadam tak samo: to nie było coś, czego nauczyłem się od tych wszystkich znakomitych naukowców. To było coś, czego nauczyłem się od syna.

To odporność. Odporność w relacji.

Pierwsze sześć miesięcy wspólnej podróży bywało trudne. Oglądaliśmy świat, co było cudowne, a jednocześnie mieliśmy mnóstwo napięć i sporów. Dwoje ludzi w swoim towarzystwie o każdej godzinie każdego dnia, w samochodach, na lotniskach, w cudzych domach.

Kiedy dochodziło do sporu, byłem zdruzgotany i chciałem go rozwiązać natychmiast. Wieczorem — usiąść razem, przegadać, załatwić. Albo najpóźniej z samego rana następnego dnia.

A w międzyczasie obwiniałem się i zadręczałem myślą: to moja wina. Mój syn jest moim lustrem. Musiał się tego zachowania nauczyć ode mnie.

Wtedy coś zauważyłem.

Alek piętnaście minut po kłótni często zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Jakby wszystko było w porządku. Bo dla niego było.

Najpierw mnie to drażniło. Potem mnie to zdezorientowało. A potem postanowiłem spróbować tak samo.

Oto, co powiedziałem Srikumarowi, i jest to na taśmie:

„I na początku trudno mi było to pojąć, ale potem spróbowałem to zrobić. I wtedy, wiesz, mieliśmy napięcie, a potem już po pięćdziesięciu minutach po prostu rozmawialiśmy ze sobą, jakby nic się nie stało.”

„I to było niesamowite.”

Zrozumiałem to, i zajęło mi to czterdzieści osiem lat i trzydzieści dziewięć krajów:

Jeśli dwoje ludzi się kocha i chce dla siebie nawzajem najlepiej, to jest aż nadto.

Wszyscy jesteśmy trochę różni. Patrzymy na świat inaczej i spory będą się zdarzać — to rzecz naturalna i nie jest znakiem, że coś jest zepsute. Ale z tego nie wynika, że musimy każdy jeden z nich analizować i rozwiązywać.

Dwadzieścia procent z nich, owszem. Usiąść, rozwiązać, czegoś się nauczyć.

Pozostałe osiemdziesiąt procent możemy po prostu pominąć i żyć dalej, i cieszyć się relacją i życiem, które naprawdę mamy.

Najważniejsze jest to, że się kochamy i że mamy siebie nawzajem.

Coś bliskiego temu powiedziałem Srikumarowi, w jego salonie, o samej wyprawie — że nauka byłaby cudowna, gdybyśmy ją znaleźli, ale że to tutaj już mieliśmy.

Ja: „A jeśli to osiągniemy, wspaniale. Ale po drodze mamy tyle innych pięknych doświadczeń — a jednym z nich jest nasza relacja ojciec–syn, syn–ojciec. Nawet gdybyśmy wynieśli z tej podróży tylko to, już nam się udało.”

Srikumar Rao: „Dokładnie.”

Ja: „Jeśli dostaniemy z tego więcej—”

Srikumar Rao: „To bonus. Absolutnie. Tak. Właśnie tak, Marek.”

Od tamtej pory myślę o tym słowie. Bonus. Wszystko, po co obleciałem świat, ustawione na swoim właściwym miejscu w cztery sekundy.

A jego sposób patrzenia na rzeczy nie został w tamtym pokoju. Przez resztę roku, ilekroć coś poszło nie tak albo przepadło — spóźniony samolot, wywiad, który się nie odbył, zły dzień między nami dwoma — nabraliśmy z Alkiem zwyczaju pytania siebie nawzajem, co dobrego z tego wyniknie i czego nas to nauczy. Ten zwyczaj jest Srikumara. Obaj nadal to robimy.

Ojciec i syn, Ubud, Bali — początek roku.
Ojciec i syn, Ubud, Bali — początek roku. · Live Beyond

Dlaczego to należy do artykułu o długowieczności

Bo to jest długowieczność. To nie jest miękki dodatek na jej końcu.

Nasze nastawienie umysłu, nastawienie serca, nasze relacje — to jest grunt, na którym stoi wszystko inne. Nie ma suplementu, który przetrwa życie, w którym nie jesteś szczęśliwy. Nie ma protokołu, który ucieknie samotności. Każdy poważny badacz, którego spotkaliśmy, mówił jakąś wersję tego zdania, zwykle jakieś dziesięć minut po tym, jak skończył tłumaczyć swoją właściwą naukę.

Zapytałem Srikumara wprost, jak zainspirowałby więcej ludzi do lepszego i zdrowszego życia. Zaczął od tego, że powiedział mi, iż ani razu nie pomyślał o długowieczności, dopóki nie przyszedł mój e-mail. A potem dał najlepszą odpowiedź, jaką ktokolwiek dał mi przez cały rok.

Srikumar Rao

„Moje zdanie zawsze było takie, że życie jest po prostu za krótkie, i każdy dzień, który spędzasz, nie będąc promiennie żywym, jeśli nie przez cały czas, to przynajmniej przez część dnia, jeśli twoja krew nie śpiewa na myśl o tym, kim jesteś i co robisz, to twoje życie jest zmarnowane.”

„Często mówię, że każdy dzień jest twoim życiem w miniaturze. Rodzisz się, kiedy rano się budzisz, umierasz, kiedy wieczorem kładziesz się spać, a pomiędzy jest całe twoje życie w miniaturze. Więc wykorzystaj każdy dzień najlepiej, jak potrafisz. A jeśli wykorzystasz każdy dzień najlepiej, jak potrafisz, nie musisz się martwić o resztę życia. Będzie dobrze.”

Srikumar Rao

Człowiek, który nigdy nie pomyślał o długowieczności, powiedział o niej najprawdziwszą rzecz, jaką usłyszałem przez rok wśród ludzi, którzy nie myślą o niczym innym.

Więc: zacznijcie stamtąd. A potem, razem ze wspaniałymi naukowcami, lekarzami, trenerami i uzdrowicielami, dołóżmy odporności także naszym komórkom. I ostatecznie — odmłodźmy się.

Odporność w relacji, potem odporność w komórce. To jest kolejność, którą dziś poleciłbym każdemu, a przez większość życia miałem ją odwrotnie.

Co właściwie zrobiliśmy

Przez rok podróżowaliśmy z synem Aleksandrem, żeby spotkać ludzi, którzy zmieniają to, jak długo i jak dobrze żyją ludzie.

Trzydzieści dziewięć krajów i stanów. Ponad setka ekspertów — genetycy z Harvardu i uzdrowiciele w Andach, lekarze, mnisi, biohakerzy, dietetycy, kobieta, która wstrzyknęła sobie cztery eksperymentalne terapie genowe. Pięćset godzin materiału. Jedna kamera, której obsługi mój syn nauczył się sam, bo nie znosił stawać przed nią. Bardzo dużo taniego jedzenia.

Ludzie zakładają, że pojechałem zbierać naukę. Zbierałem ją i powstaje z tego film i książka.

Ale nie dlatego pojechałem.

Pojechałem, bo mój syn miał siedemnaście lat i miał niedługo odejść, a ja już widziałem kształt reszty swojego życia: telefon w niedziele, letnia wizyta, powolne i doskonale uprzejme oddalanie się. Chciałem jeszcze jednego roku z nim, zanim to się zacznie.

Długowieczność była pretekstem.

Da Nang, Wietnam. Sześć miesięcy w drodze.
Da Nang, Wietnam. Sześć miesięcy w drodze. · Live Beyond

Czego się nie spodziewałem

Otworzyły się przed nami drzwi, które przede mną samym nigdy by się nie otworzyły.

Jestem dość pewien, że wielu naukowców, lekarzy, uzdrowicieli i zwyczajnych biohakerów, których spotkaliśmy, wpuściło nas dlatego, że przyjechaliśmy jako ojciec i syn. Nie jako ekipa. Jako dwoje ludzi, którzy najwyraźniej byli w środku czegoś. Zapraszali nas do swoich domów — wieczory przy kuchennym stole Amy Killen z jej rodziną, spacer po lesie z Liz Parrish, kolacja z Anną Campbell w Nowej Zelandii.

Gdybyś zapytał świat długowieczności, czy zna Marka Piotrowskiego, niektórzy powiedzieliby, że nie. Gdybyś zapytał o faceta, który podróżuje po świecie z synem w poszukiwaniu długowieczności, większość by się uśmiechnęła.

To nie jest misja. To jest historia. I doszedłem do przekonania, że ta historia jest wszystkim.

Co długowieczność właściwie znaczy, w słowach, których używam

Większość sporów w tej dziedzinie bierze się z tego, że ludzie rozumieją jedno słowo na różne sposoby, więc kładę swoje wprost.

dłu·go·wiecz·ność /lɒnˈdʒɛvɪti/  rzeczownik

Długowieczność to sztuka i nauka dłuższego, zdrowszego i pełniejszego życia.

Nauka, bo nauka jest prawdziwa i posuwa się szybciej, niż opinia publiczna w ogóle przypuszcza.

Sztuka, bo wiedzieć, co robić, nigdy nie było trudną częścią. O śnie już wiesz. Sztuką jest ta część, w której człowiek naprawdę się zmienia.

I pełniejszego, co nie jest zmiękczeniem na końcu zdania. To jest sedno. Przewodniczka na Sardynii powiedziała mi, że chętnie żyłaby tysiąc lat, gdyby była szczęśliwa, i nie chciałaby jutra, gdyby nie była. Książę, z którym rozmawiałem w Warszawie, zapytany, czego naszym społeczeństwom najbardziej potrzeba, nie powiedział: medycyny. Powiedział: więcej radości — a potem dodał, że radość sama w sobie przyczynia się do zdrowia.

Więcej lat bez więcej życia to nie nagroda. To dłuższe czekanie.

Na spacerze z Peterem Diamandisem, Los Angeles, grudzień 2025.
Na spacerze z Peterem Diamandisem, Los Angeles, grudzień 2025. · Live Beyond

Co teraz

To pierwszy z kilku tekstów, a potem coś lepszego niż teksty.

Od tej pory co tydzień chcę przedstawiać ci jedną z tych osób. Jednego człowieka, którego spotkaliśmy, i jego historię — głównie te fragmenty, które nie zmieściły się ani w filmie, ani w książce, bo nigdy nie było na nie miejsca. Naukowca, który wbiegł dwa piętra po schodach, zamiast wjechać windą. Uzdrowiciela, którego dziadek modlił się, żeby oddać własne życie za życie wnuka, i umarł trzy dni później. Człowieka, który prowadzi najdłuższe badanie szczęścia, jakie kiedykolwiek przeprowadzono, i poprosił, żeby rozmawiać z nim na cmentarzu.

To, co ci tutaj daję, jest proste i jest wszystkim, co mam: ten pokój. Ludzi, których spotkaliśmy, sposób, w jaki naprawdę mówią, i rzeczy, które powiedzieli, kiedy kamera chodziła już na tyle długo, że zapomnieli o jej istnieniu.

Chcę cię posadzić w tym pokoju, bo ten pokój mnie zmienił i myślę, że z tobą też może coś zrobić.

Ostatni moment z taśmy. W zeszłym grudniu spędziliśmy dzień w Los Angeles z Peterem Diamandisem, który zbudował życie na tym, żeby ludzie uwierzyli, że do przyszłości warto dotrzeć. Pod koniec, po godzinie z nami dwoma, zwrócił się do mojego syna i powiedział:

Peter Diamandis

„Nie mogę się doczekać, żeby odbyć taką podróż, jaką ty odbyłeś z tatą.”

„Jestem, jestem tak, tak podekscytowany tą możliwością.”

Peter Diamandis

Ma dwoje własnych dzieci. Nie był dla nas po prostu miły. On tego chciał.

Więc zrób to. Nie na rok — nikt nie ma roku. Na lato. Na tydzień. Zabierz kogoś, kogo kochasz, gdzieś, gdzie żadne z was nie było, i zapytaj obcych ludzi, czego nauczyli się o byciu żywym.

Od tego bym zaczął, a objechałem trzydzieści dziewięć krajów w poszukiwaniu lepszej odpowiedzi.

W przyszłym tygodniu: co mój syn zastał, kiedy wrócił do domu, i dlaczego to jest powód, dla którego w ogóle to wszystko piszę.

Każdy cytat na tej stronie jest przypisany do wywiadu nagranego w domu Srikumara Rao w czerwcu 2024 roku albo do innego wskazanego z nazwy transkryptu. Nic nie stoi w cudzysłowie, jeśli dana osoba tego nie powiedziała. Każda fotografia jest wyeksportowana z oryginału w pełnej rozdzielczości i nic nie jest przycięte w poprzek twarzy.

Marek Piotrowski, Adwokat długowieczności