Rok dookoła świata z synem. To ta część, której nie ma w nauce — decyzja, lęki, kłótnie i to, co naprawdę dziś ze sobą noszę. Słowami Marka.
To dziennik wyprawy, którą odbyłem z synem — wyprawy po długowieczność dookoła świata, która zaczęła się w sierpniu 2023 roku. Oficjalną podróż skończyliśmy we wrześniu 2024, ale jechaliśmy dalej: do naukowców w Bostonie, Nowym Jorku i Londynie, do przyjaciół w Portugalii, na długie rozmowy w Amsterdamie. Więc tak naprawdę zaczęła się prawie dwa lata temu i wciąż trwa — film, książka, podcasty i marzenie, żeby poprowadzić miliony ludzi na ich własne wyprawy po długowieczność.
Dokładny moment, w którym powiedziałem: robię to z synem
Chciałem pracować w długowieczności od dawna. Spędziłem lata jako dyrektor marketingu, strateg marek, prezes agencji reklamowej — pomagając wielkim korporacjom, Coca-Coli, Pizza Hut, KFC, alkoholowi, w pewnym momencie nawet tytoniowi. Nigdy nie chcę tam wracać. Sześć czy siedem lat temu, na konferencji o technologiach przyszłości w San Francisco, patrzyłem na ludzi wkładających swoje życie i pieniądze w rzeczy, które zmienią świat na lepsze, i zdecydowałem: od teraz buduję lepszy świat i zaczynam od długowieczności — żebyśmy wszyscy mieli dość czasu, by cieszyć się tą niesamowitą planetą.
Moment z Alkiem przyszedł pod koniec 2022 roku. Podszedł do mnie — chyba w listopadzie — i powiedział: „Hej, tato, jestem gotowy na rok przerwy”. Lata wcześniej zaproponowałem mu dokładnie to i nie był gotowy; wciąż potrzebował swoich przyjaciół i mamy. Teraz był. Siedzieliśmy w kawiarni i po prostu się rozpaliłem: „Wspaniale. Zróbmy to — i zbudujmy to wokół długowieczności, żebym mógł pokazać ci świat i moich przyjaciół na całym świecie, a ty świadomie wybrał, co chcesz zrobić ze swoim życiem”.
Wziąłem serwetkę i zacząłem rysować — największe ośrodki badań nad długowiecznością, połączone w trasę dookoła świata. Ta serwetka była naszą pierwszą mapą. Alek powiedział o tym mamie i reszcie rodziny, którzy wcale nie byli zadowoleni; mówili, że wypadnie z systemu. Wrócił do mnie zmartwiony. Powiedziałem: „Tak — i o to właśnie chodzi. Musisz wyjść z systemu i stworzyć własną drogę”.
Ojciec i syn — dwaj bohaterowie tej historii.
Longevity Advocate i film dokumentalny
Jak film do mediów społecznościowych zamienił się w dokument
Nie jestem profesorem ani lekarzem i nie chciałem udawać, że jestem. Jestem facetem, który chce być rzecznikiem całej tej dziedziny i pomóc jej rosnąć — więc Longevity Advocate to była nazwa, w której się zakochałem. Zbudowałem markę, manifest, serię krótkich filmów o tym, kim jestem i w co wierzę.
Potem, dwa miesiące przed wyjazdem, poprosiłem mojego przyjaciela Kamila — producenta filmowego — żeby pomógł mi nakręcić profesjonalne treści do mediów społecznościowych. Powiedział: „Kup sprzęt zatwierdzony przez Netflixa”. Zapytałem dlaczego. Powiedział: „Może zdecydujesz się zrobić dokument”. Nie jestem filmowcem, więc zbyłem to śmiechem — ale przemyślałem to przez trzy noce, a czwartego ranka obudziłem się i zacząłem pisać dokument: co musiałbym zrobić, żeby nakręcić film dokumentalny o tej wyprawie?
Dwa tygodnie przed wylotem powiedziałem Alkowi: „Kręcimy dokument”. Odpowiedział: „Nie, tato — nie na to się pisałem. To ty jesteś Longevity Advocate. Nie ja”. Więc zapytałem go: dbasz o swoje ciało? Tak. O zdrowie, o odżywianie? Tak. „To jesteś biohakerem. A jeśli będziesz dzielił się tym, czego nauczysz się w tej podróży, będziesz też adwokatem długowieczności”. Zamilkł i już nigdy się nie sprzeciwił. Dzień po tym, jak wylądowaliśmy w Dublinie, przeprowadzał wywiady z czołowymi naukowcami. Nie był częścią ekipy — był jednym z głównych bohaterów tej historii.
Jak w ogóle dostaliśmy się na Longevity Summit Dublin? Zobaczyłem, że wystąpią George Church, David Sinclair, Aubrey de Grey i Steve Horvath, więc napisałem do organizatorów: „Jadę z synem dookoła świata i kręcę dokument — może chcielibyście mnie zaprosić”, i wysłałem im stronę Longevity Advocate. Od razu zadzwonili, dali nam pokój do nagrywania i tak zaczęła się magia.
Na początku więcej sprzętu niż talentu — potem się odwróciło.
Mapa Długowieczności
Skąd wzięła się Mapa — widok z helikoptera
Kiedy prowadziłem research, zobaczyłem, że wiedza o długowieczności jest rozdrobniona. Są eksperci w stu osobnych dziedzinach, ale nikt nie narysował widoku z helikoptera — jednego obrazu całości. A to nie jest tylko nauka o starzeniu, terapiach, diagnostyce czy odżywianiu. To także uzdrowiciele z tysiącami lat wiedzy plemiennej. To biohakerzy, którzy czasem przekraczają granice, a mimo to są ważni. To ludzie, którzy nigdy nie nazwaliby siebie „długowiecznością” — terapeuci psychodelikami, kosmetolodzy, chirurdzy plastyczni, nauczyciele medytacji.
Powiedziałem więc: muszę narysować Mapę Długowieczności. Na początku umieściłem podstawy — wszystko, co można robić już teraz, bez wielkich pieniędzy, po prostu stawiając zdrowie ponad wygodę. Potem ulepszenia biohackingowe — gdzie inwestujesz więcej czasu i środków: suplementy, leki, psychodeliki, sauny, zimne kąpiele, światło czerwone, kliniki. Potem gałąź, która ekscytuje mnie najbardziej, radykalne wydłużanie życia — terapie genowe, częściowe przeprogramowanie epigenetyczne, biodruk, cyfrowi sobowtórowie. A nad tym wszystkim zbudowałem most: profilaktykę.
Nie umieraj z głupiego powodu.
To właśnie znaczy profilaktyka. Większość tego, co nas zabija — nowotwory, choroby serca, cukrzyca, neurodegeneracja, czterej jeźdźcy — rozwija się w nas przez dwadzieścia czy trzydzieści lat. Kiedy ktoś mówi, że jego wujek „nagle” umarł na raka, prawie nigdy to nie jest prawda: miał go od dekad i nie wiedział. Jeśli nie robimy regularnej diagnostyki, nieświadomie wybieramy śmierć na te choroby. Więc na wyprawie postanowiłem wypełnić luki Mapy z najlepszymi ekspertami na świecie — i zainspirować ludzi, żeby zrobili z niej wszystko, co mogą, przeżyli kolejne dwadzieścia czy trzydzieści lat i dali naukowcom czas, by przesunęli sprawy o pięćdziesiąt lat do przodu.
Rysowanie mapy, która stała się całym szkieletem — i sama mapa.
Ojciec i syn
Największa lekcja całego roku
Myślałem, że nasza relacja jest doskonała. Zawsze świetnie się bawiliśmy — siłownia, wakeboard, deskorolka, siatkówka, wspinaczka, weekendy i wakacje. Potem zaczęliśmy podróż i byłem w szoku: gdzie jest mój syn? Nasza relacja przeszła z po prostu radosnej do — nazwijmy to barwnej.
Podróżowaliśmy razem niemal każdą godzinę każdego dnia — te same pokoje. Oczywiście, że się ścieraliśmy. Po pół roku mieliśmy najtrudniejszą kłótnię i byłem gotów dać nam obu przerwę. To on powiedział „nie”: „Ty potrzebujesz przestrzeni; ja nie. I musisz zrozumieć — wspólne życie nie zawsze będzie ładne”. Miał osiemnaście lat.
Potem coś zauważyłem. Po napięciu Alek zapominał o nim w piętnaście minut — jakby nic się nie stało. To ja się w tym grzebałem, obwiniałem siebie, potrzebowałem wielkiej rozmowy. Postanowiłem więc robić to, co on: po dziesięciu czy piętnastu minutach po prostu zachowywać się, jakby nic się nie stało. To był cud, który zmienił wszystko.
Po pierwsze: kochamy się. Po drugie: chcemy dla siebie nawzajem jak najlepiej. Cała reszta to tylko nieporozumienie.
Arizona — my dwaj, jedna droga i mnóstwo czasu na rozmowę.
Wyobraź sobie: dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, przez cały rok, zwykle w jednym pokoju, czasem w samochodzie. Niełatwo mieć własną przestrzeń. A jednak właśnie tak się zbliżacie.
Rok w jednym pokoju — i jakoś bliżej niż kiedykolwiek.
Naukowcy
Ludzie, którzy zmienili to, jak na to wszystko patrzę
Najważniejszym spotkaniem był dla mnie George Church, ojciec genetyki. Przez miesiące próbowaliśmy do niego dotrzeć — przez Aubreya, przez Liz, przez wszystkich — i udało się dopiero po głównej wyprawie, w Bostonie. Był jednocześnie Świętym Mikołajem i gwiazdą rocka. Powiedziałem mu, że zawsze obiecywałem Alkowi, że gdy będzie po trzydziestce, będziemy wyglądać i czuć się jak bracia — i zapytałem: kiedy? Odpowiedział: „Za dwadzieścia lat nauka powinna być na miejscu. Nie mogę odpowiadać za rynki ani rządy, ale nauka będzie gotowa”. A kiedy martwiłem się, że terapie genowe będą kosztować miliony, powiedział jasno, że nie chce pracować w dziedzinie, w której tylko bogaci mają dostęp do leków — starzenie zabije większość z nas, więc cokolwiek działa, musi być dostępne cenowo.
Liz Parrish kocham za to, że jest pionierką, dość odważną, by przetestować terapię genową na sobie. Andrea Maier początkowo mnie nie polubiła — „Kim pan jest? Dlaczego miałabym z panem rozmawiać?” — zakładała, że będziemy kręcić iPhonem na korytarzu, a potem weszła do pokoju pełnego kamer i świateł i powiedziała: „O, to na poważnie”. Zostaliśmy prawdziwymi przyjaciółmi. Srikumar Rao upierał się, że nie jest „od długowieczności”; powiedziałem mu, że leczy ludzkie umysły i serca, więc jest mistrzem długowieczności. I Amy Killen — czysta energia, lekarka i biohakerka, która nazywa siebie „bio-leniuchem”, bo nie trzeba robić wszystkiego idealnie.
To, co uczyniło to wszystko wyjątkowym, to że przyjęli nas jak rodzinę — bo nią byliśmy. Steve Horvath, tak poważny na scenie, wszedł na nasz wywiad uśmiechnięty jak ulubiony wujek i powiedział, że po obejrzeniu naszego filmu mógłby wszystko rzucić i pojechać dookoła świata. Katia Dowling zobaczyła na LinkedInie, że jedziemy do Australii, i napisała: „Przyjeżdżajcie, ugoszczę was na tydzień”. Żaden dziennikarz tego nie dostaje. Ojciec z synem — tak.
Z George'em Churchem w Bostonie — wywiad, za którym goniliśmy rok — i laboratoria przyszłości.
Wnioski
Czym naprawdę się dziś kieruję
Po pierwsze, zasada, którą mówię wszystkim: traktuj swój umysł, serce i ciało jak świątynię — a nie jak śmietnik. Większość ludzi już wie, jak lepiej jeść, ruszać się i spać. Po prostu tego nie robią; stawiają wygodę ponad własną długowieczność.
Po drugie, korzystaj z Mapy. Rób wszystko, co możesz, po trochu — nie musisz robić wszystkiego naraz. Cokolwiek zrobisz, zmieni twoje życie i kupi ci te dwadzieścia czy trzydzieści lat, których potrzebują naukowcy.
Po trzecie, profilaktyka jest królem. Kiedyś ją odkładałem — „Czuję się świetnie, zrobię badania w przyszłym roku”. Ale choroby, które nas zabijają, zaczynają się dwadzieścia czy trzydzieści lat wcześniej. Teraz się badam i chcę, żebyś ty też się badał. I po czwarte — siłownia, siłownia, siłownia. Kochałem każdy sport poza siłownią, bo nie była zabawna. Okazuje się, że trening siłowy to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie można robić. Jak mówi Gary LeBlanc, mięsień to narząd, o który trzeba dbać.
Profilaktyka, ruch i badania, które zmieniły to, jak żyjemy.
Co zmieniło moje zdanie
Przekonania, które wywróciła ta podróż
Niedoceniałem profilaktyki — wiedziałem, że ma znaczenie, ale nie jak wielkie. Myślałem, że każdy sport wystarczy; w rzeczywistości jest konkretnie: trening siłowy najpierw, potem joga dla zsynchronizowania umysłu, serca i ciała, potem pilates dla równowagi i rozciągnięcia — wszystko inne jest wspaniałym dodatkiem. Niedoceniałem też skóry. Myślałem, że chodzi o urodę; to tarcza każdego narządu, a ja o nią nie dbałem. Jedno przekonanie tylko się wzmocniło: wierzyłem w długowieczność wcześniej, a teraz wierzę jeszcze bardziej. Ludzie mówią, że to science fiction, nie za naszego życia. Ja wierzę, że jeśli zaangażujemy setki milionów ludzi i zaczniemy prawdziwy ruch, przyspieszymy to wszystko — i stanie się dostępne za naszego życia.
Technologia, przy której pomyślałem to zmienia wszystko, to częściowe przeprogramowanie epigenetyczne. Terapia genowa podkręca albo wycisza jeden gen; przeprogramowanie to cała symfonia — można cofnąć stan komórki w stronę młodości. Mam nadzieję, że pewnego dnia pójdziesz do lekarza i powiesz: „Chciałbym z powrotem dwadzieścia lat”, i dostaniesz serię zastrzyków, które zrobią dokładnie to.
Przemiana Alka
Zza kamery do głosu filmu
Na początku Alek nie lubił być filmowany. Zrobiłem go więc głównym operatorem — nie siebie. Dzieci potrzebują czegoś, w czym są wyraźnie lepsze od rodziców, a on podjął wyzwanie i pobiegł z nim, oglądając niekończące się poradniki. Stał się lepszy od absolwentów szkół filmowych, potem fotografem, potem mówcą, potem osobą prowadzącą wywiady, która kradła mi pytania i wymyślała własne.
Punktem zwrotnym był Szanghaj. Powiedziałem mu: „Wchodzę na scenę — nakręć to albo wejdź ze mną, jeśli chcesz”. W ostatniej sekundzie wszedł, powiedział kilka słów i wrócił za kamerę. Ale kiedy skończyłem, cała publiczność ustawiła się w kolejce do niego — pytali o jego uczucia, jego misję, dlaczego to robi. Poczuł się ważny. Coś się przesunęło. W Singapurze mówił przez pięć minut do pełnej sali i tysięcy osób online. W Kopenhadze był ze mną na scenie przez cały czas — mając osiemnaście lat. Patrzeć, jak teraz opowiada film, na studiach, tworząc własne życie — jestem tak dumny, że ledwo potrafię to opisać.
Odwaga. Inspiracja. Miłość.
To trzy słowa opisujące to, kim się stał. Mój syn nie jest tylko moim synem. Jest moim przyjacielem, moim wspólnikiem, moim najlepszym operatorem, moją inspiracją.
Zza kamery do głosu filmu — Singapur, a potem scena ARDD w Kopenhadze.
Dziedzictwo
Co mam nadzieję, że to zainspiruje
Mam nadzieję, że ludzie zobaczą w nas siebie — że jesteśmy odkrywcami, którzy mapują ten świat długowieczności dla nich, że jesteśmy prawdziwi, że niczego nie sprzedajemy. Jak dotąd nikt naprawdę nie mówił do mas. Ludzie nie chcą być robotami żyjącymi według arkusza kalkulacyjnego; nie chcą być biohakerami, chcą być bio-leniuchami. Chcą żyć pełnią — żyć ponad granicami. A pod tą nauką jesteśmy ojcem i synem jak tylu innych na świecie, rodzicem i dzieckiem szukającymi więzi, uczącymi się od siebie nawzajem.
Kiedy mówiliśmy na konferencjach, naukowcy wciąż podchodzili i mówili: „Zainspirowaliście mnie — chcę zrobić to z córką, z synem”. Liz Parrish życzyła nam, żeby to była tylko pierwsza z wielu podróży. A Alek powiedział mi: „Tato, byłoby cudownie zrobić to jeszcze raz — ale tym razem bez kamer. Tylko my i paru przyjaciół”.
Gdybym wiedział z góry, ile rzeczy musiało się złożyć — wyprawa, naukowcy, film, relacja, pieniądze, platforma — być może nigdy bym nie zaczął. Tak wiele mogło pójść źle, a jakoś poszło dobrze. Ilekroć zdarzyło się coś złego, zadawaliśmy pytanie Srikumara: co dobrego z tego wyniknie? Taka była nasza postawa przez całą drogę. Moje życzenie dla ciebie jest więc proste: bądź odważny. Zmień sposób, w jaki patrzysz na świat, a świat wokół ciebie się zmieni. Znajdź swój cel i walcz o niego.
Eric Verdin na swoim torze wyścigowym, Alek obok nas — przyjaźnie i radość, które niosły całą tę podróż.